Gdyby przyjrzeć się strukturze wielu rynków Azji, Afryki oraz Ameryki Łacińskiej, okazałoby się, że w zestawieniach najpopularniejszych marek przodują raczej brandy azjatyckie – koreańskie oraz japońskie, zaś udział producentów z Europy bywa niekiedy dość ograniczony. I to właśnie na rynkach rozwijających się trwa obecnie walka o kontrolę, w której Chiny krok po kroku zdobywają przewagę.
Według serwisu Automotive News efekty rywalizacji widać już w decyzjach podejmowanych przez japońskich producentów. W 2025 r. swoją fabrykę w Tajlandii zamknęło Suzuki, po tym jak rok wcześniej w zakładzie wyprodukowano nieco ponad 4 tys. aut, a liczba rejestracji zatrzymała się na poziomie około 5 tys. szt., poziomie dwukrotnie niższym od wolumenów z 2023 r. i nawet czterokrotnie niższym od wartości osiąganych na początku dekady. Fabryka zostanie przejęta przez Forda.
W tym samym czasie coraz silniejszą pozycję na rynku wypracowywali sobie producenci z Państwa Środka. Według danych BestSellingCars Blog na koniec listopada 2025 r. BYD było już czwartym co do wielkości graczem w Tajlandii z wolumenem rzędu 40 tys. pojazdów, zaś w TOP10 najpopularniejszych marek figurowało czterech przedstawicieli chińskiej motoryzacji.
Ale Suzuki nie było jedynym producentem z Japonii, który ostatnimi czasy ograniczał działalność (tymczasowo bądź permanentnie) na tajskim rynku. W lipcu 2024 roku o planach zatrzymania produkcji do 2025 r. w jednej z lokalnych fabryk informowała Honda. Podobny ruch zapowiadał także Nissan.
Firma prowadzona przez Ivana Espinosę mówiła zresztą przed rokiem o zamknięciu nawet siedmiu placówek w ramach restrukturyzacji, a jedną z nich ma być zakład zlokalizowany w Rosslyn w RPA, którego kupnem zainteresowane jest Chery International. Według Automotive News do finalizacji sprzedaży fabryki może dojść już w maju br., jeśli strony dojdą do porozumienia.
Chiny rozpychają się na motoryzacyjnym podwórku coraz mocniej i nie widać na razie skutecznej strategii, która pozwoliłaby tradycyjnym producentom im się przeciwstawić.



