Jest to o tyle zrozumiały ruch ze strony Mazdy, że nad wybranymi producentami, w związku ze zbyt wolnym rozwojem aut elektrycznych, zawisło widmo wysokich unijnych kar. Mowa o łącznej kwocie sięgającej nawet 15 mld euro. Mazda, obawiając się strat finansowych, połączyła się już zresztą swego czasu także z Teslą.
Przypomnijmy, że firmy o niższej sprzedaży aut elektrycznych mają prawo do łączenia się z producentami, którzy radzą sobie zdecydowanie lepiej na tym polu (doskonałymi przykładami są tu BYD oraz Tesla). Jedni producenci kupują od drugich tzw. kredyty, dzięki którym obniżają swoje ogólne średnie wartości emisji CO2.
Firma konsultingowa AlixPartners wskazuje, że „elektryki” stanowiły w ub.r. 12 proc. całkowitej sprzedaży lekkich aut w Europie, zaś na ten rok prognozuje sprzedaż na poziomie 15 proc. AlixPartners zakłada także, że udział modeli bateryjnych w rynku wyniesie w 2027 r. 24 proc., a do roku 2030 – już 40 proc.
Na razie jednak przed producentami stoją liczne wyzwania, które sprawiają, że elektryfikacja nie przebiega tak szybko, jak chcieliby tego zwłaszcza unijni decydenci.



