Brytyjska organizacja NewAutomotive, wspierająca rozwój elektromobilności, przedstawiła najnowszy raport, w którym postanowiła sprawdzić, gdzie znajdują się czołowi przedstawiciele branży motoryzacyjnej w UK w kontekście limitów emisji spalin wprowadzonych przez tamtejszy rząd.
Przypomnijmy: inaczej niż w Unii, w której kolejne progi są wprowadzane etapami (2025, 2030, 2035), w Zjednoczonym Królestwie do „aktualizacji” w ramach tzw. mandatu ZEV dochodzi każdego roku. Dodatkowo, podczas gdy w UE głównym kryterium oceny jest uzyskana średnia wartość emisji, w UK istotną rolę odgrywa procentowy udział „elektryków” w sprzedaży producenta. W 2025 r. parytet minimalnej liczby w pełni elektrycznych samochodów osobowych został ustalony na 28 proc., zaś każda brakująca sztuka oznacza karę rzędu 12 tys. funtów.
Czy to oznacza, że firmy sprzedające mniejszą liczbę BEV-ów są skazane na płacenie ogromnych mandatów? Niekoniecznie, a to z uwagi na skomplikowany system bonusów, kół ratunkowych oraz zachęt, które pozwalają producentom na różne sposoby manipulować uzyskanym rezultatem. Według szacunków NewAutomotive w tych okolicznościach do spełnienia państwowych wymogów w 2025 r. wystarczy jedynie 21,8-proc. udział aut elektrycznych (to średnia dla branży; wytyczne dla poszczególnych brandów mogą się różnić – niekiedy znacznie). Sęk w tym, że dla wielu producentów to i tak o wiele za dużo.
Z badania wynika, że w trudnej sytuacji znajdują się firmy, takie jak Stellantis czy Nissan, którym do bezpiecznego rezultatu może na koniec roku zabraknąć przeszło 10 tys. nowych samochodów elektrycznych. O ile jednak w przypadku Grupy Stellantis braki wynikają przede wszystkim z ogólnego wolumenu generowanego przez koncern na brytyjskim rynku, o tyle udział BEV-ów w sprzedaży japońskiego producenta miał wynieść zaledwie 4,41 proc. Od celu ustalonego na 21,59 proc. Nissana dzieli zatem przepaść, którą trudno będzie zasypać.
Jeszcze gorzej radzą sobie inne firmy wywodzące się z Japonii – Mazda, Honda, Suzuki oraz Subaru. Z tego grona Hondzie jako jedynej udało się przekroczyć próg… 1 proc. udziału BEV-ów, a i to w stopniu nieznacznym. Sporo do nadrobienia mają także Toyota (7,17 proc. udziału; około 7 tys. szt. do nadrobienia) oraz Tata (3,52 proc.; -5,9 tys.), choć tu sytuacja prezentuje się jednak nieco lepiej.
Na najlepszej drodze do spełnienia tegorocznych celów (z wyjątkiem marek celujących w auta niskoemisyjne, takich jak Tesla czy BYD) jest z kolei lider brytyjskiego rynku, czyli Grupa Volkswagen, z zapasem w postaci ponad 10 tys. aut i 23,5-proc. udziałem BEV-ów w sprzedaży. Pewne sukcesu może być BMW (27,73 proc.; +5270 szt.), powody do zadowolenia mają wreszcie Renault (23,26 proc.; +935 szt.) i SAIC (19,5 proc.; +2663 szt.). Pozostali są gdzieś pomiędzy – z niewielkim naddatkiem bądź stratami, które przy dobrych wiatrach da się jeszcze odrobić.
Problem leży gdzie indziej. Praktyka dowodzi bowiem, że nawet wykorzystując mechanizmy pomocowe – które w zamierzaniu miały stanowić jedynie opcjonalny wentyl bezpieczeństwa – większość producentów ma problem z dociągnięciem do wymaganego minimum. A za rok będzie tylko trudniej.



