Portugalczyk, który wywołał ogromne kontrowersje podczas zarządzania Stellantisem, zajmuje się produkcją wina i mieszka na farmie w portugalskim miasteczku Santarém, gdzie udzielił międzynarodowym mediom pierwszego od kilku miesięcy wywiadu. Carlos Tavares przekonywał w rozmowie z mediami, że wybór Antonia Filosy na stanowisko dyrektora generalnego jest „logiczny i wiarygodny”.
Tavares wypowiedział się także na temat swojej pracy w koncernie. Portugalczyk przyznał, że bierze na siebie odpowiedzialność za to, że nie przekonał dealerów z USA do poparcia swoich strategicznych decyzji. Ale zarazem dodał: „Wiele rzeczy można było zrobić inaczej, lecz to bez znaczenia. Firma jest dochodowa”.
Zdaniem Tavaresa coraz trudniejsze warunki na rynku motoryzacyjnym sprawiają, że w Europie dojdzie do większej liczby fuzji między producentami aut. „To nastąpi, ponieważ firmy będą w tarapatach” – zauważył. Co więcej, według byłego szefa Stellantisa problemem dla Starego Kontynentu będzie produkcja „elektryków”, które wygrywałyby cenowo z chińskimi konkurentami, więc europejscy gracze powinni skoncentrować się na pojazdach wyższej klasy.
Carlos Tavares opowiedział, że otrzymał kilka „kuszących” ofert pracy od azjatyckich producentów, ale zdecydował, że wraca do Portugalii. „Potrzebowałem 45 lat, żeby zrozumieć, że lepiej pracować dla siebie niż dla kogoś innego” – stwierdził. 66-letni Portugalczyk inwestuje dziś w swoją farmę, winnicę oraz kilka hoteli. I nie wyklucza kolejnych inwestycji.
Przypomnijmy, że nowym dyrektorem generalnym Stellantisa będzie od 23 czerwca Antonio Filosa, pełniący obecnie w koncernie funkcje dyrektora operacyjnego na region obu Ameryk oraz globalnego dyrektora ds. jakości. 51-letni Włoch zapewnił, że jego priorytetem jest wzmacnianie relacji z dealerami, dostawcami, związkami zawodowymi i tzw. społecznością.



