Aktualności

Z Ukrainy do dealera?

W związku z wybuchem wojny u naszych sąsiadów polski rynek zyskał nowych kandydatów do pracy. Czy dealerzy mają teraz większe szanse na znalezienie poszukiwanych przez siebie specjalistów?

Od momentu rozpoczęcia ataku Rosji na naszych południowo-wschodnich sąsiadów polską granicę przekroczyło ponad 3,8 mln mieszkańców Ukrainy (dane Służby Granicznej, stan na 6 czerwca br.). Lwia część z nich została w Polsce, znajdując tu schronienie przed bombami i agresywnym działaniem rosyjskich żołnierzy. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak przebiegać będą działania wojenne. W wielu miastach i regionach zniszczenia są tak duże, że nawet po zakończeniu wojny powrót „z dnia na dzień” może być bardzo trudny bądź niemożliwy. I swoją przyszłość w Polsce wielu obywateli z Ukrainy – co zupełnie zrozumiałe – uzależnia właśnie od rozwoju sytuacji w ojczyźnie.

Po względnym uspokojeniu się rosyjskiego ataku w rejonie stolicy i innych ukraińskich miastach w centrum i na zachodzie kraju zaobserwować można powroty do Ukrainy. Jednak co ciekawe, jedna piąta ukraińskich uchodźców zamierza zostać w naszym kraju, nawet jeśli wojna się zakończy. Odsetek ten jest jeszcze większy (wynosi 30 proc.) w grupie osób pracujących. Pokazuje to badanie „Wpływ uchodźców z Ukrainy na polską gospodarkę”, przeprowadzone w drugiej połowie kwietnia przez firmę ARC Rynek i Opinia w 11 miastach Polski, w których odnotowano największy napływ ludności ukraińskiej po 24 lutego br.

Nowi pracownicy przybywają

Barier utrudniających
Ukraińcom wejście do
polskich firm nie brakuje.
W przypadku stanowisk
specjalistycznych
główną przeszkodą jest język”.

Jak wiadomo, Ukraińcy na polskim rynku pracy nie są zjawiskiem nowym. Wcześniej jednak przybywali do nas głównie mężczyźni, którzy zasilali m.in. branżę budowlaną, transportową czy sektor przetwórstwa przemysłowego (czasem znajdowali też zatrudnienie w ASO). Teraz struktura potencjalnych nowych pracowników się zmieniła, bo wojna nie zagląda nikomu do CV – mieszkańcy Ukrainy (głównie kobiety i dzieci) uciekali bez względu na status społeczny czy wykształcenie. A do tego, z powodu powszechnej mobilizacji, do Ukrainy powróciło kilkaset tysięcy mężczyzn.

Już w pierwszych dniach po wybuchu wojny w mediach społecznościowych, szczególnie na LinkedInie, zaczęły krążyć ogłoszenia o Ukraińcach poszukujących pracy. Wśród nich nie brakowało wysoko wykwalifikowanych specjalistów z różnych dziedzin: IT, finansów, księgowości, marketingu itp., którzy mogli poszczycić się doświadczeniem w zagranicznych korporacjach czy biegłą znajomością kilku języków, w tym polskiego. Czy znalazło to odzwierciedlenie w zatrudnieniu na polskim rynku pracy?

Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej od połowy marca pracę w Polsce znalazło 185 tys. osób z Ukrainy, z czego niemal 135 tys. to kobiety (stan na 1 czerwca). Większość pracowników to osoby zatrudnione na stanowiska związane z wykonywaniem prostych prac, robotnicy przemysłowi i rzemieślnicy, pracownicy usług, sprzedawcy oraz operatorzy i monterzy maszyn. Z drugiej strony po kilka tysięcy osób zatrudniono też jako pracowników biurowych, specjalistów, techników i personel średniego szczebla.

Formalności związane z zatrudnianiem Ukraińców zostały w Polsce znacząco uproszczone. Najważniejsze, aby pracodawca, który zatrudnia obywatela Ukrainy, powiadomił o tym w ciągu 14 dni właściwy urząd pracy

Koncentrując się na interesującej nas klasyfikacji działalności, w obszarze „sprzedaż hurtowa i detaliczna pojazdów samochodowych, z wyłączeniem motocykli”, w którym mieszczą się dealerzy, zatrudniono ponad 150 osób (dane uzyskane od MRiPS, stan na 24 maja br.). Dane ministerstwa są jednak na tyle ogólne i „pojemne”, że trudno na ich podstawie stwierdzić, jaka część tych ludzi pracuje w salonach i serwisach dealerskich. Obywatele Ukrainy zostali zatrudnieni w grupach zawodowych takich jak: robotnicy obróbki metali, mechanicy maszyn i urządzeń (14 osób), sprzedawcy i pokrewni (6), specjaliści do spraw ekonomicznych i zarządzania (6), kierowcy i operatorzy pojazdów (6), pracownicy do spraw finansowo-statystycznych i ewidencji materiałowej (5), pracownicy obsługi klienta (3). Nawet tutaj największą grupę (69) stanowią osoby zatrudnione jako pomoce domowe i sprzątaczki.

Nieznajomość języka przeszkadza…

W opinii Magdy Drzewieckiej, właścicielki firmy rekrutacyjnej MotoKariera, pojawienie się na rynku dodatkowych wykwalifikowanych pracowników jest pracodawcom bardzo na rękę. – Cały czas obserwujemy w branży dealerskiej ogromne potrzeby kadrowe. Pracowników, którzy są zainteresowani zmianą pracy lub aktywnie jej szukają, wcale nie ma tak dużo. Sytuacja wywołana przez pandemię ograniczyła wśród zatrudnionych chęć zmiany ze względu na towarzyszące temu ryzyko. Choćby dlatego, że na początku pandemii pierwszymi zwalnianymi byli z reguły pracownicy z najkrótszym stażem pracy – zauważa.

Barier utrudniających Ukraińcom wejście do polskich firm jednak nie brakuje. Przeszkodą – szczególnie w przypadku stanowisk specjalistycznych – jest głównie język. Potwierdza to Magda Drzewiecka, która zaznacza, że specjaliści, a tak naprawdę specjalistki z Ukrainy biorące udział w procesach rekrutacji na stanowiska w obszarze finansów czy administracji, to osoby wysoko wykwalifikowane, z dużym doświadczeniem i wykształceniem kierunkowym, ale często bez wystarczającej znajomości polskiego. – Uczestniczyłam niedawno w rozmowie rekrutacyjnej z kandydatką do pracy w firmie dealerskiej w dziale finansów, a dokładnie w kontrolingu. Mogła się ona pochwalić wieloletnim doświadczeniem i była bardzo zmotywowana, żeby podjąć pracę. Dość dobrze mówiła po polsku. Bez problemu porozumiewała się w kwestiach związanych z procesem rekrutacji, aczkolwiek duże wyzwanie stanowiła dla niej rozmowa na tematy ściśle powiązane z zawodem. Kandydatka nie mówiła też po angielsku. Nie było więc języka, w którym mogłaby porozumieć się z pracodawcą w kluczowych, bardzo specjalistycznych kwestiach. A to niestety przeszkoda – mówi nasza rozmówczyni. Choć zarazem dodaje, że obywatele Ukrainy charakteryzują się nie tylko dużą motywacją do pracy, ale też do nauki języka polskiego, więc docelowo będą bardzo wartościowymi pracownikami. Na to potrzeba jednak czasu. Z przytaczanego już badania wynika, że 78 proc. Ukraińców, którzy nie znają polskiego, mają zamiar się go uczyć, albo już uczą – czy to w ramach grupowych kursów, czy indywidualnych lekcji.

…ale nie wyklucza

Nieznajomość języka polskiego nie zawsze musi być jednak definitywną barierą, i to nawet na specjalistycznych stanowiskach. Krótko po wybuchu wojny w Ukrainie firma Euro-Car, dealer Forda, Fiata, Alfy Romeo oraz Jeepa z Gdyni, chcąc zaoferować realną pomoc, wyszła z inicjatywą zatrudnienia osoby z Ukrainy na stanowisku księgowej. Wymogiem była znajomość alfabetu łacińskiego, ale niekoniecznie języka polskiego. – Nasza główna księgowa ukończyła rusycystykę, więc nie byłoby problemu z komunikacją w dziale księgowości. Do tej pory nie znalazł się jednak chętny na to stanowisko, choć cały czas jesteśmy otwarci na współpracę – mówi Magdalena Dmochowska-Brzdęk, dyrektor zarządzająca FCA w firmie Euro-Car. Dealer wyszedł również z interesującą propozycją do młodych miłośników motoryzacji z Ukrainy – zaoferował roczne stypendium w ramach praktyk w ASO z możliwością dalszego zatrudnienia. – Już od około dwóch–trzech lat mamy w serwisie ucznia z Ukrainy, który przygotowuje się u nas do zawodu, zatrudnienie kolejnych stażystów nie byłoby więc dla nas niczym nowym – przekonuje przedstawicielka dealera.

Różnice językowe nie stanowią też problemu w firmie Dixi-Car. Dealer Opla z salonami w Raszynie i Radomiu ma w swoich szeregach pracowników z Ukrainy od trzech lat. – Zatrudniamy trzech mechaników. Są zaangażowani, dyspozycyjni i dobrze wykonują swoje zadania. Jeden z nich mówił po polsku w stopniu komunikatywnym, gdy rozpoczynał u nas pracę, a pozostali szybko się nauczyli. Oczywiście potrzebują niekiedy pomocy, gdy diagnostyka auta wymaga wprowadzenia do komputera bardziej złożonych danych, ale nie stanowi to dla zespołu problemu w codziennej pracy – mówi Agata Raniecka, prezes spółki Dixi-Car. Jak dodaje, firma nie ma obecnie otwartych wakatów, ale gdy będzie rekrutować, nie wyklucza zatrudnienia obywateli z Ukrainy. – Narodowość nie ma dla nas większego znaczenia, liczą się przede wszystkim kompetencje – zaznacza. Bo to właśnie umiejętności, w tym umiejętność szybkiego uczenia się są zdaniem naszej rozmówczyni kluczowe. – Znam przykłady zatrudnienia w biurze rachunkowym pań z Ukrainy. Pewne czynności są na stanowisku księgowej powtarzalne, więc szybko można je opanować. Poza tym nikogo już dziś chyba nie dziwi, że pracownicy z Ukrainy zatrudniani są na rozmaitych stanowiskach. Ukraiński akcent możemy usłyszeć choćby w sklepach czy na stanowiskach związanych z obszarem CRM – przekonuje Agata Raniecka. Jej zdaniem osoby z Ukrainy są zwykle zdeterminowane, by podjąć pracę, i szybko chłoną wiedzę, dlatego mogą być wartościowymi pracownikami.

Po wybuchu wojny firma Dixi-Car zaobserwowała też w swojej firmie, a precyzyjniej w samochodach używanych, zwiększony ruch klientów z Ukrainy – poszukiwane zaczęły być zarówno samochody, które trafić miały za naszą wschodnią granicę, jak i auta dla osób, które przyjechały do Polski, i – choć dysponowały niewielkim budżetem – potrzebowały być mobilne. Agata Raniecka nie widzi natomiast na tym etapie potrzeby zatrudnienia w dealerstwie osoby do komunikacji z klientami z Ukrainy. – W dotychczasowych kontaktach nie mieliśmy problemów z porozumieniem się. Starsze pokolenia miały styczność z językiem rosyjskim w szkole, który jest zbliżony do ukraińskiego, a dla Ukraińców polski też nie jest całkowicie obcy. Nie mamy bariery, żeby rozmawiać, i to jest najważniejsze – podsumowuje.

Nie jest jednak wykluczone, że w dłuższej perspektywie, szczególnie w dużych miastach, gdzie populacja Ukraińców jest najbardziej liczna, zatrudnienie osoby z Ukrainy na pierwszą linię pracy z klientem, by w odpowiedni sposób go obsłużyć, będzie uzasadnione. – Może być to nawet pewien atut, który przyciągnie klientów – stwierdza Magda Drzewiecka.

Formalności… ułatwiają

Wróćmy jeszcze do czynników, które mogą wzbudzać u pracodawców wątpliwości związane z zatrudnianiem Ukraińców. Uwypukla je m.in. badanie „Możliwości zatrudnienia pracowników z Ukrainy” przeprowadzone w marcu wśród 276 pracodawców przez firmę Antal. Respondenci jako jedną z głównych barier wymienili ryzyko związane z krótkim okresem pracy czy obawę dotyczącą jakości pełnionych obowiązków w związku z nieznajomością języka polskiego. Wskazywali również na niesprawdzoną jakość kwalifikacji kandydatów pochodzących z Ukrainy, jak również możliwą częstą nieobecność kobiet wynikającą z ich rodzinnej sytuacji (małe dzieci, konieczność zapewnienia im opieki).

Agata Raniecka:
Osoby z Ukrainy są zwykle
zdeterminowane, by podjąć
pracę, i szybko chłoną wiedzę,
dlatego mogą być
wartościowymi pracownikami.

A pozytywy? Pracodawcy mogą pozyskać bardzo zmotywowanych i zaangażowanych pracowników oraz niedostępne wcześniej kompetencje. Co więcej, zatrudniając cudzoziemców, budują wizerunek organizacji otwartej na pomoc innym i dającej równe szanse rozwoju na wyższych stanowiskach niezależnie od pochodzenia.

Hamować przed zatrudnieniem Ukraińców nie powinny formalności, które zostały maksymalnie uproszczone (kwestie te reguluje ustawa z dnia 12 marca 2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa). Pracodawcy nie mają żadnych dodatkowych obowiązków z tytułu zatrudnienia obywateli z Ukrainy (i ich małżonków) – dotyczy to zarówno osób, które przybyły do Polski po 24 lutego br., jak i tych, które przebywają u nas legalnie na innej podstawie (na przykład zezwolenia na pobyt czasowy). Najważniejsze, aby pracodawca, który zatrudnia obywatela z Ukrainy, powiadomił o tym – w terminie 14 dni od dnia podjęcia przez niego pracy – powiatowy urząd pracy właściwy dla siebie ze względu na siedzibę lub miejsce zamieszkania. Odbywa się to poprzez stronę internetową praca.gov.pl – pracodawca wypełnia internetowy formularz, w którym przesyła podstawowe informacje na temat firmy (m.in. nazwę, adres siedziby, symbol PKD, opis wykonywanej działalności związanej z pracą obywateli Ukrainy) oraz zatrudnionej osoby: dane osobowe, rodzaj zawieranej umowy, stanowisko lub zakres wykonywanej pracy.

Ponadto, tak jak w przypadku „standardowego” zatrudnienia, w ciągu 7 dni od momentu podjęcia pracy firma ma obowiązek zgłosić pracownika do ubezpieczeń społecznych i ubezpieczenia zdrowotnego. A przed podpisaniem umowy powinna przedstawić zatrudnianemu tłumaczenie dokumentu na zrozumiały dla niego język. Zatrudnienie na podstawie specustawy jest legalne bez żadnych dodatkowych wymagań przez 18 miesięcy (licząc od 24 lutego 2022 r.). Jeśli strony chciałyby zawrzeć umowę na dłuższy czas, obowiązują dotychczasowe przepisy – pracodawca może występować o zezwolenie na pracę lub wpis oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi.

Dopasowanie jeden do jednego tego, co oferują nowi pracownicy z Ukrainy, do potrzeb kadrowych dealerów może nie być proste. Nie oznacza to jednak, że nie jest możliwe i nie przyniesie korzyści obu stronom. Każdą sytuację trzeba z pewnością rozpatrywać indywidualnie, czyli w zasadzie tak, jak w przy przypadku poszukiwania pracowników wśród polskich obywateli. W niektórych sytuacjach przeważyć może też po prostu chęć pomocy, która niekiedy okazuje się ważniejsza niż czysto biznesowe kalkulacje.

Skontaktuj się z autorem
Judyta Szóstakowska Linkedin
sekretarz redakcji miesięcznika "Dealer"
REKLAMA
Zobacz również
Aktualności
Australijscy dealerzy pozywają Mercedesa za model agencyjny
Redakcja
11/8/2022
Aktualności
Oszczędzaj energię, redukuj koszty
Redakcja
10/8/2022
Aktualności
Toyota stawia na wymienne kartridże bateryjne
Redakcja
9/8/2022
Miesięcznik Dealer
Jedyne na rynku pismo poświęcone w 100 proc. tematyce zarządzania autoryzowaną stacją dealerską. Od ponad 12 lat inspirujemy właścicieli, menedżerów i szefów poszczególnych działów dealerstw samochodów.