Aktualności

Żywot podealerski, cz. I

Sukcesja czy sprzedaż biznesu wcale nie muszą oznaczać dla dealera końca świata. Wręcz przeciwnie, część przedsiębiorców udowadnia, że można osiągnąć duże spełnienie i radość w nowym – podealerskim – życiu.

Dobrym przykładem jest tu Tadeusz Dudojć, który sprzedał w 2011 r. część operacyjną swojego biznesu (działającą pod szyldem Euro Centrum Tadeusz) dawnej Grupie Krotoski- Cichy; z czasem branżowy gigant odkupił zresztą od niego także niemal wszystkie dealerskie obiekty. Były dealer posiada obecnie na wynajem apartamenty w Koszalinie, ale – jak zdradza – powoli wycisza i ten biznes, bo zależy mu dziś wyłącznie na zajmowaniu się swoją pasją.

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Ale żeby móc lepiej zrozumieć to, co obecnie robi z potrzeby serca Tadeusz Dudojć, cofnijmy się do lat 70., kiedy był on zbuntowanym nastolatkiem. – Jako młody chłopak nie chciałem pójść w ślady ojca, który prowadził warsztat samochodowy. Rosło we mnie marzenie o byciu aktorem, zwłaszcza że w liceum polonistki angażowały mnie do recytowania wierszy oraz sztuk teatralnych. Zdarzały mi się też występy w teatrze – wspomina. Rodzice Tadeusza Dudojcia byli załamani jego pomysłem na życie, bo rozwalało im to koncepcję, którą mieli w swoich głowach. Najpierw politechnika, później warsztat – taką drogę widzieli dla swojego syna. Nastoletni buntownik, wbrew temu, co zaplanowała sobie rodzina, po zdaniu matury pojechał do stolicy, gdzie dostał się do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie im. Aleksandra Zelwerowicza.

Tadeusz Dudojć w porównaniu do swoich kolegów i koleżanek ze studiów miał już spore aktorskie doświadczenie. Jeszcze w czasach szkolnych występował około 60 razy na deskach teatru zawodowego w spektaklu „Zapomnieć o Herostratesie” Grigorija Gorina. W latach 70. trudno było jednak zniknąć i odciąć się od rodziny. – Do uprawiania, wtedy spontanicznej, zabawy aktorskiej potrzebne były pieniądze, które przychodziły z pracy wykonywanej w ojcowskim zakładzie – tłumaczy koszalinianin. Mimo wszystko był on na dobrej drodze do spełnienia swojego marzenia o byciu zawodowym aktorem, lecz wówczas zgubił go brak dyscypliny, a wyobrażenia o aktorstwie zderzyły się z codziennością. – Droga do sukcesu w tym zawodzie okazała się dłuższa i bardziej mozolna, niż sądziłem. Nie wiem, czy byłem przygotowany na to, co zobaczyłem od środka. Z zewnątrz wyglądało to inaczej – przyznaje, dodając, że, jak wielu młodych ludzi, oczekiwał szybkiego sukcesu.

Byli właściciele Voyager Group doceniają to, że prowadzenie własnego lokalu daje im większą niż w biznesie dealerskim autonomię

Buntowniczy charakter sprawił, że Tadeusz Dudojć został ostatecznie wyrzucony ze szkoły teatralnej, ale spędził jeszcze półtora roku w Teatrze Narodowym pod dyrekcją Adama Hanuszkiewicza. Później nastąpił powrót do branży motoryzacyjnej, którą na talerzu wyłożyli Tadeuszowi rodzice. W 1983 r. otworzył własny warsztat samochodowy, zaś następnie – już w roku 1992 – autoryzowany salon. I dziś, już po latach przerwy, wraca do dawnego marzenia o aktorstwie.

Po sprzedaży biznesu w 2011 r. Tadeusz Dudojć wiedział, że nie ma już czasu na ponowne popełnienie błędu, który zrobił kilka dekad temu. Powrót do teatru ułatwił mu fakt, że wciąż utrzymywał kontakty z kolegami i koleżankami ze szkoły aktorskiej. – Początkowo chodziłem do teatru „Dialog” w Koszalinie, gdzie przyglądałem się aktorom i od czasu do czasu recytowałem wiersze. W tym teatrze zrobiłem zresztą dawniej z Edwardem Żentarą („Karate po polsku”), moim nieżyjącym już kolegą, który był znakomitym polskim aktorem, spektakl „Emigranci” Sławomira Mrożka – opowiada.

Przełom nastąpił, gdy koszalinianin został zaangażowany do poważnego spektaklu muzycznego – „Los człowieka”, w którym występuje zawodowa białoruska piosenkarka Marina Misso, laureatka festiwalu Anny German. – Dzięki scenicznej chemii wszystko nabrało rozpędu. Przygotowujemy przepiękne historie w teatrze „Dialog”, ale gramy też w Szczecinie i Warszawie. Spełniam się całkowicie. Nawet moi koledzy, dziś znakomici aktorzy i reżyserzy, traktują mnie obecnie trochę jak kolegę po fachu, a nie już tylko jako biznesmena – podsumowuje z zadowoleniem Dudojć.

W KLUBIE „POD PAPUGAMI”

Zefiryn Grabski: „W życiu podealerskim nie ma się narzuconych z góry zadań i planów, ale wciąż można podjąć nowe wyzwania, które są równie emocjonujące jak prowadzenie dealerstwa.

Nieco inaczej przedstawia się historia Zefiryna Grabskiego i Bożeny Nawrockiej, w wypadku których sprzedaż biznesu wynikała z rozczarowania branżą (czy raczej, mówiąc wprost, jednym z jej przedstawicieli). Oboje prowadzili Voyager Group, którą w 2023 r. przejęła firma Duda-Cars. Zefiryn Grabski i Bożena Nawrocka tak naprawdę nie planowali podealerskiego życia. – Wiedzieliśmy oczywiście, że przyjdzie kiedyś czas na odejście, ale mieliśmy poczucie, że mamy jeszcze coś do zrobienia – twierdzi Zefiryn Grabski, były prezes VG. Dotychczasowy ład zaburzyła nagła informacja o tym, że Stellantis wypowiada firmie umowę dealerską na markę Jeep, którą dealer miał pod swoimi skrzydłami przez 25 lat, wielokrotnie osiągając najwyższe wyniki sprzedażowe w kraju. To zrodziło ogólne rozczarowanie „dealerką”, nawet mimo kontynuacji współpracy z pozostałymi – cenionymi przez firmę – partnerami biznesowymi, takimi jak Mercedes i Mazda.

Zefiryn Grabski i Bożena Nawrocka, decydując się ostatecznie na sprzedaż firmy, stanęli przed wyzwaniem spożytkowania wolnego czasu. Pieniądze ze sprzedaży dealerstwa pozwoliłyby im na dostatnie życie, ale z racji tego, że są ludźmi czynu, postanowili, że będą dalej działać biznesowo, choć już w innej formie. Bożena Nawrocka, z wykształcenia muzyk, wpadła na pomysł stworzenia klubu muzycznego w Poznaniu.Zefiryn Grabski nie był specjalistą od muzyki, ale zdawał sobie sprawę, że jest w stanie wnieść dużo do przedsięwzięcia pod kątem organizacyjnym. – Wiedzieliśmy z Bożeną, że możemy stworzyć miejsce po swojemu. Już bez szefa na górze, który mówiłby nam, na co możemy sobie pozwolić, a na co nie – podkreśla nasz rozmówca.

Tak powstał lokal „Pod Papugami”, który otwarto w marcu 2024 r. Wieloletnim partnerom biznesowym zależało na stworzeniu miejsca dla dojrzałych ludzi (wstęp do lokalu mają tylko osoby od 21 roku życia), którzy chcą spędzać kulturalnie i w dobrej atmosferze czas przy muzyce. Hasło klubu brzmi zresztą: „Relax, good mood, good vibration” („Relaks, dobry nastrój, pozytywne wibracje”). Atmosferę miejsca buduje wiele rzeczy, ale podstawą jest samo wnętrze. „Pod Papugami” cechuje się wysmakowanym wystrojem, który jest elegancki, a zarazem wyróżniający się.

Kolejnym ważnym elementem jest strona muzyczna. Tu na scenę wkroczyła Bożena Nawrocka, która nawiązała kontakty z poznańskimi artystami. Właścicieli nowego punktu kulturalno-rozrywkowego na mapie Poznania interesowała głównie muzyka ich młodości: jazzowa, soulowa, bluesowa czy country, ale i klasyczna. – Poszliśmy w stronę dobrej muzyki. Nie chcieliśmy mieć grajków do kotleta, tylko artystów, którzy znają się na swoim fachu – zwraca uwagę Zefiryn Grabski, wspominając, że niezwykle ciepło przez gości lokalu zostało przyjętych już kilka koncertów, podczas których grano muzykę klasyczną.

Tadeusz Dudojć i Marina Misso na scenie teatru „Dialog” po udanym występie w spektaklu „Los człowieka. Historia Anny German”

Ponieważ Zefiryn Grabski i Bożena Nawrocka nie są stworzeni do działania w małej skali, wszystko nabrało szybko dużego rozmachu. Standardem stały się koncerty grane od wtorku do niedzieli, w trakcie których występują dwaj lub trzej muzycy (wyjątkiem jest niedziela – w tym dniu zabawa ma nieco inny charakter, bo jest skierowana do grup senioralnych). – Mamy więc dziś ciekawe miejsce w Poznaniu, w którym jedzenie i drinki łączą się ze spotkaniami towarzyskimi, dobrą muzyką i przyjemną atmosferą, i to bez cen z kosmosu – wylicza Zefiryn Grabski. To przy tym kulturalny lokal, w którym nie ma miejsca choćby na rozmowy telefoniczne. – Jesteśmy zadowoleni, bo wszyscy nas chwalą, na co akurat nie liczyliśmy – zaznacza współwłaściciel „Pod Papugami”. Nie ukrywa jednak, że prowadzenie tego typu lokalu to trudny biznes, choć praca w branży motoryzacyjnej nauczyła były dealerski duet wszechstronności, a także utrzymywania relacji z klientami. – Wiemy, że aby nasi klienci czuli się dobrze, potrzebują kontaktu z właścicielami klubu, dlatego Bożena zapowiada i omawia nasze koncerty – informuje Zefiryn Grabski.

Najtrudniejsze było pierwsze pół roku, ponieważ ludzie dopiero dowiadywali się o nowym klubie muzycznym. – Nasz lokal znajduje się przy Starym Rynku w Poznaniu, gdzie tydzień trwa od czwartku do soboty. We wtorki czy w środy niewiele się dzieje – opisuje Zefiryn Grabski. Program, który oferuje „Pod Papugami”, sprawia jednak, że wracają do niego te same osoby, które nazywają już siebie stałymi klientami. Ideą lokalu jest ponadto promowanie i wspieranie młodych artystów, z czym wiąże się zresztą wspierająca muzyczne talenty Fundacja Wsparcia Kultury Pegaz, za którą także stoją byli właściciele VG.

A na ile Zefiryn Grabski jest dziś zadowolony z życia w porównaniu do okresu, kiedy prowadził firmę dealerską? – Dzisiaj jestem bardziej szczęśliwy, ale wynika to z tego, że z wiekiem przejmuję się mniej wieloma rzeczami i bardziej cieszę się z tego, co już jest. Jestem wdzięczny za to, co osiągnęliśmy z Bożeną, a także wdzięczny ludziom, którzy nam pomogli – i pomagają nadal – przekonuje.

Nawet moi znajomi, znakomici aktorzy i reżyserzy, traktują mnie dziś trochę jak kolegę po fachu, a nie już tylko jako biznesmena – dostrzega Dudojć

Jak dodaje, choć w życiu podealerskim nie ma się narzuconych z góry zadań i planów, to wciąż można podjąć nowe wyzwania, które są równie emocjonujące jak prowadzenie dealerstwa – a przy tym zachować swobodę decyzji. – Zmieniamy obecnie nazwę na „American Dream Club”, bo bardziej przystaje ona do naszego wizerunku oraz oferowanej muzyki. Przy okazji nawiązujemy tu do naszej historii z Jeepem, Chryslerem i Dodgem, którą zaczynaliśmy kompletnie od zera. To był prawdziwy „american dream”. I skoro nie możemy już sprzedawać amerykańskich aut, powiedzieliśmy: „jak sobie chcecie” – i sprzedajemy dziś muzykę z USA – konkluduje Grabski.

ŻYCIE MELOMANA

Roman Pawlina, założyciel firmy RiA ze Stalowej Woli, który przekazał w 2011 r. zarządzanie biznesem swoim potomkom – synom: Marcinowi i Jarosławowi, oraz córce Agnieszce – choć nie prowadzi klubu muzycznego, jest zagorzałym melomanem. Dziś, nie mając na głowie dealerstwa, oddaje się słuchaniu muzyki z lat swojej młodości, ale nie jest zamknięty na nowości, wręcz przeciwnie – wciąż odkrywa nowe rzeczy. Stalowowolanin spędził młodzieńcze lata, słuchając m.in. Abby, ale – jak ocenia – to, co zrobili członkowie słynnego zespołu na swojej najnowszej płycie „Voyage”, którą nagrali po siedemdziesiątce, pokazuje, że wcale nie stracili formy, a może nawet ją podkręcili. Chętnie wraca też do zespołu Queen (kiedy po raz pierwszy usłyszał go jako młody człowiek w radiu, słusznie przewidział, że będzie to jedna z najlepszych rockowych kapel) czy Elvisa Presleya.

A co z nowszej, i może już nie tak popularnej, muzyki? – Jestem zagorzałym fanem Stephana Hausera, chorwackiego wiolonczelisty, który koncertuje na całym świecie. Byłem zresztą w listopadzie 2023 r. na jego koncercie w Krakowie. To było ogromne przeżycie – cieszy się Roman Pawlina. Były prezes firmy RiA wymienia także chińskiego pianistę Lang Langa oraz skrzypaczkę Carolinę Campbell.

NIE TYLKO PRACA

Katarzyna Gierczak Grupińska, prezes fundacji Firmy Rodzinne, uczula, że szukanie pasji w momencie odejścia z biznesu bywa trudne. – Warto, aby dealer rozwinął swoje zainteresowania w trakcie aktywnego życia zawodowego, a przy tym pamiętał o pasjach z młodzieńczych lat, tak aby były one później dojrzalsze – zauważa.

Gdy dealer przejdzie już na tzw. emeryturę, może też wspierać przedsiębiorców w ramach mentoringu. Ekspertka podaje tu przykład Donaty Ignaszak, byłej szefowej dealerstwa Ignaszak Auto Salony (dziś firmą kieruje jej syn, Michał Ignaszak), która z jednej strony pełni w fundacji Firmy Rodzinne rolę mentora, a z drugiej – prowadzi dziecięcy kaliski klub golfowy. Według Gierczak-Grupińskiej chodzi właśnie o zobaczenie, że poza ciągłym „speedem” zarządczym, kiedy przedsiębiorca idzie z maczetą przez biznesową dżunglę, są także inne rzeczy, i to takie, którymi można się cieszyć: dalekie podróże, pomaganie innym lub spełnianie się w dawnych pasjach, które można dalej rozwinąć.

Skontaktuj się z autorem
Piotr Burakowski
REKLAMA
Zobacz również
Aktualności
Nie będzie zakazu sprzedaży aut spalinowych po 2035 r.
Redakcja
16/12/2025
Aktualności
Mikołajkowo w Mercedesie
Redakcja
15/12/2025
Aktualności
Grupa Polmotor z nowymi markami. Chery, Geely i Mitsubishi już w portfelu dealera
Redakcja
15/12/2025
Miesięcznik Dealer
Jedyne na rynku pismo poświęcone w 100 proc. tematyce zarządzania autoryzowaną stacją dealerską. Od ponad 12 lat inspirujemy właścicieli, menedżerów i szefów poszczególnych działów dealerstw samochodów.