Komentarz

Filozofom się nie śniło

To, co dzieje się w branży w ostatnich kilkunastu miesiącach, wymyka się wszelkim biznesowym prawidłowościom i przewidywaniom najbardziej nawet tęgich motoryzacyjnych głów: marzec 2020 – Covid, lockdown i wieszczenie przez niektórych niemal końca samochodowego świata; czerwiec 2020 – „nie taki Covid straszny, odbijemy najdalej do końca roku”; listopad 2020 – druga fala, wracający pesymizm i obawy, że najgorsze dopiero przyjdzie („ile może wytrzymać gospodarka, a przecież kolejnej tarczy nie będzie”); marzec 2021 – trzecia fala, kolejny lockdown, rekordy zarażeń, a branża… ma się coraz lepiej (dealerzy, a przede wszystkim ich klienci, najwyraźniej nauczyli się żyć z pandemią); czerwiec 2021 – mamy nowy problem: popyt na samochody zaczyna przewyższać podaż.

I gdy rozmawia się z dealerami, to właśnie ten ostatni element zdaje się im najbardziej niezwykły. Bo o ile wciąż nie do końca wiemy, skąd wziął się sam koronawirus, to już jego skutki czy raczej niemożność zapobiegania szerzeniu się pandemii – są dla nas mniej więcej zrozumiałe. Na tyle, że w dużej mierze nauczyliśmy się z Covidem żyć, co w naszym przypadku przejawia się w rosnącym ruchu w salonach, i to wcale nie wprost proporcjonalnie do liczby zakażeń. Słowem – klienci wrócili i bardzo chcą kupować samochody. Tymczasem samochodów… nie ma. Czemu? No, oczywiście przez pandemię, bo przerwane łańcuchy, półprzewodniki, podzespoły, czipy, Bóg wie, co tam jeszcze. Tylko że największe zamknięcia fabryk mieliśmy ponad rok temu, a największe niedobory na stokach są zapowiadane na jesień. Jasne, cykliczność produkcji, naczynia połączone, poddostawcy. Ale naprawdę aż tak?

W każdym razie polskim dealerom przypominają się czasy kontyngentów z lat 90. (ciekawe do czego odnoszą się dealerzy z Zachodu – muszą być chyba w jeszcze większym szoku), gdy samochody były sprzedawane, zanim zostały zdjęte z lawety. Tylko że teraz tych lawet coraz mniej, a plany sprzedaży dalej trzeba robić, bo choć o poważnych opóźnieniach czy w ogóle brakach dostaw słychać już w większości marek, to z rewizją celów nikt się na razie nie spieszy. Bardzo ciekawe, jak się to wszystko skończy, w każdym razie, gdyby ktoś pod koniec 2019 r. mówił głośno, że głównym problemem dealera będą za półtora roku puste stoki, to słyszący taką tezę nie dzwoniłby raczej po dodatkową partię aut, tylko na pogotowie.

I teraz pytanie za 100 punktów: co będzie dealerom spędzać sen z powiek za kolejne półtora roku? Już słyszę, że normy emisji, że model agencyjny, że „Stellantis Housy” i im podobne. Ale może znowu trafi się coś, o czym dziś dealerskim filozofom jeszcze się nie śniło? Jeśli ktoś zdradza zdolności profetyczne, to proszę się podzielić – będzie się można przygotować.

Skontaktuj się z autorem
Tomasz Betka Linkedin
redaktor naczelny miesięcznika "Dealer"
REKLAMA
Zobacz również
Komentarz
Uwaga, dzwoni klient!
Redakcja
27/9/2021
Komentarz
W dobrą stronę, ale…
Redakcja
22/8/2021
Komentarz
Czerwona koperta na Otomoto…
Redakcja
17/8/2021
Miesięcznik Dealer
Jedyne na rynku pismo poświęcone w 100 proc. tematyce zarządzania autoryzowaną stacją dealerską. Od ponad 12 lat inspirujemy właścicieli, menedżerów i szefów poszczególnych działów dealerstw samochodów.