Komentarz

Za ciasno dla wszystkich

W zasadzie było to do przewidzenia. Rosnąca sprzedaż, rozwój największych grup, a przede wszystkim chińska ekspansja sprawiają, że przestrzeń pod salon samochodowy staje się coraz mniej dostępna, a przez to – coraz cenniejsza. Co za tym idzie, w branży – szczególnie w głównych aglomeracjach – zaczyna brakować obiektów dealerskich czy choćby podealerskich (swoją drogą, los dealera bywa przekorny, bo przecież jeszcze 2-3 lata mieliśmy sytuację zgoła odwrotną, w związku z falą wypowiedzeń i całą masą wolnych „adresów” w przetrzebionej sieci Stellantisa). A skoro tak, dealerzy muszą sięgać po powierzchnię niemotoryzacyjną. Stąd salon BYD w kamienicy na Świętokrzyskiej, Cupra w biurowcu przy Puławskiej czy – więcej o tym w wywiadzie miesiąca – Cupra na parterze… aquaparku.

Przykłady można mnożyć, do tego pierwsze doświadczenia z najmu w biurowcach czy dawnych sklepach są u przedstawicieli branży nad wyraz pozytywne (dealerzy podkreślają m.in. prostsze niż w przypadku rozmów „wewnętrznych” negocjacje z wynajmującymi). W zdecydowanej większości w tego typu niemotoryzacyjnych miejscach powstają oczywiście salony „stand alone”, czyli punkty bez zaplecza serwisowego. To w sumie też nowy-stary trend (bo trudno mówić tu o całkowitym novum, dla Warszawy to w dużej mierze powrót do przeszłości), charakterystyczny dla zmieniającego się albo wręcz tworzonego na nowo rynku, gdy chęć szybkiego uruchomienia sprzedaży (ale i ograniczenia ryzyka na przykład w razie nieprzyjęcia się niesprawdzonej autoryzacji) w zasadzie wyklucza inwestycję greenfield.

I niby dobrze, bo to co do zasady pozytywny impuls dla branży. Ale patrząc na to, ilu chińskich graczy zagościło już nad Wisłę, a jeszcze bardziej – ilu zapowiedziało swoje wejście w najbliższych miesiącach, nasuwa się natomiast inna konkluzja. Czego by nie zaczęli wynajmować, kupować czy budować dealerzy, w którymś momencie zacznie się też większy ruch w drugą stronę, czytaj: wyprowadzki z nowo zajętych miejsc, a w najlepszym razie markowe podmianki. Sektor nowych aut nie jest z gumy, więc siłą rzeczy miejsca nie starczy w nim dla wszystkich. Gdzie znajduje się ta granica nasycenia? Jeśli ktoś trafi z odpowiedzią, będzie bogatym człowiekiem. My się nie podejmujemy, ale teza o tym, że 10 marek z Państwa Środka to dla Polski za dużo, nie jest chyba szczególnie kontrowersyjna.

Najlepiej rozumieją to sami dealerzy, rzadko kiedy ograniczając się do współpracy z jednym chińskim brandem. Niewykluczone więc, że zanim nastąpi exodus z biur i galerii, zobaczymy kulminację – w postaci wielomarkowych salonów miejskich, a może nawet całych pięter w centrach handlowych zajmowanych przez sprzedawców aut. W Chinach to ponoć normalne…

Skontaktuj się z autorem
Tomasz Betka Linkedin
redaktor naczelny miesięcznika "Dealer"
REKLAMA
Zobacz również
Komentarz
Efektywność, efektywność, efektywność
Redakcja
19/12/2025
Komentarz
Pułapka wzrostu
Redakcja
26/11/2025
Komentarz
Używane: złoty strzał czy ROI 100 proc.?
Redakcja
25/11/2025
Miesięcznik Dealer
Jedyne na rynku pismo poświęcone w 100 proc. tematyce zarządzania autoryzowaną stacją dealerską. Od ponad 12 lat inspirujemy właścicieli, menedżerów i szefów poszczególnych działów dealerstw samochodów.