Testy

Land Rover Discovery Sport – ile sportu, ile komfortu?

Nowa generacja tego SUV-a bardzo przypomina poprzednią. Na pozór zmieniły się detale – światła oraz zderzaki. Także wymiary auta i jego rozstaw osi pozostały niemal takie same. W rzeczywistości zakres zmian jest ogromny. Popularnego „Disco” osadzono na nowej płycie podłogowej, więc nowe są… niemal wszystkie elementy. Przyznajemy się, że było to pierwsze auto brytyjskiego producenta, […]

Nowa generacja tego SUV-a bardzo przypomina poprzednią. Na pozór zmieniły się detale – światła oraz zderzaki. Także wymiary auta i jego rozstaw osi pozostały niemal takie same. W rzeczywistości zakres zmian jest ogromny. Popularnego „Disco” osadzono na nowej płycie podłogowej, więc nowe są… niemal wszystkie elementy. Przyznajemy się, że było to pierwsze auto brytyjskiego producenta, jakie mieliśmy okazję testować, więc chwilę musieliśmy się do niego przyzwyczaić. O ile w przypadku wyglądu zewnętrznego trwało to kilkanaście sekund (SUV prezentuje się świetnie), tak oswojenie się z wnętrzem zajęło nam zdecydowanie więcej. To nie zarzut, a raczej naturalna konsekwencja zastosowanych nieoczywistych rozwiązań. Choćby wielofunkcyjnych przycisków na kierownicy (w zależności od potrzeb można sterować za ich pomocą komputerem pokładowym lub multimediami). Więcej niż jedną rolę mogą pełnić też przyciski zlokalizowane w konsoli środkowej. Za pomocą jednego z nich ustawimy nie tylko temperaturę nawiewu, ale też jego siłę, a dodatkowo ogrzewanie (lub wentylowanie) foteli. Ten zlokalizowany bliżej pasażera posłuży zaś dodatkowo do wyboru trybu jazdy (m.in. w warunkach terenowych). No i to lusterko wsteczne. W testowanym egzemplarzu znalazła się technologia ClearSight, która na pozornie tradycyjnym lusterku wyświetla obraz z kamery umieszczonej z tyłu auta. Ma to zapewnić niezakłócony widok, nawet jeśli za kierowcą znajdują się pasażerowie lub wysoki bagaż. Rozwiązanie spełniało swoją rolę.

Pozostawiając na boku nowinki technologiczne, Discovery Sport podróżowało się bardzo dobrze. Na pochwałę na pewno zasługuje precyzyjny układ kierowniczy. Zawieszenie nazwalibyśmy bardzo komfortowym. W połączeniu z tym, że w „Disco” siedzimy bardzo wysoko, testując auto, mieliśmy wrażenie, że poruszamy się nad ziemią. Sprowadzały nas na nią w zasadzie tylko dwie rzeczy – obie związane z silnikiem. Po pierwsze, 200-konny silnik to trochę mało jak na około dwutonowe auto. Po drugie, spalanie w ruchu miejskim przy takim gigancie wynosiło około 14 litrów. Rozczarowywać nie powinna za to cena samochodu. Zaczyna się ona od niespełna 170 tys. zł, a w przypadku testowanego, bogato wyposażonego egzemplarza, wynosiła ona około 280 tys. zł. Nie jest to kwota, która w tym segmencie mogłaby kogokolwiek przerazić.

Skontaktuj się z autorem
Redakcja
Zobacz również
Testy
Renault Clio – powiew świeżości
Redakcja
21/9/2020
Testy
Renault Trafic – po prostu lider
Redakcja
7/9/2020
Testy
Mazda CX-30 – więcej niż „trójka”
Redakcja
25/8/2020
Miesięcznik Dealer
Jedyne na rynku pismo poświęcone w 100 proc. tematyce zarządzania autoryzowaną stacją dealerską. Od ponad 12 lat inspirujemy właścicieli, menedżerów i szefów poszczególnych działów dealerstw samochodów.