Testy

Nissan e-NV200 – nie zawodzi

Dosyć rzadko testujemy samochody dostawcze. Wszystkie można by pewnie policzyć na palcach jednej ręki. Wobec tej grupy aut trzeba mieć jednak inne oczekiwania. Wymagania, w większym stopniu niż na efektownym wyglądzie czy nowoczesnych dodatkach, powinny skupiać się na funkcjonalności, komforcie kierowcy i możliwościach w zakresie przewozu ładunku. Dlatego nie byliśmy rozczarowani, gdy testowany przez nas […]

Dosyć rzadko testujemy samochody dostawcze. Wszystkie można by pewnie policzyć na palcach jednej ręki. Wobec tej grupy aut trzeba mieć jednak inne oczekiwania. Wymagania, w większym stopniu niż na efektownym wyglądzie czy nowoczesnych dodatkach, powinny skupiać się na funkcjonalności, komforcie kierowcy i możliwościach w zakresie przewozu ładunku. Dlatego nie byliśmy rozczarowani, gdy testowany przez nas e-NV200 w dwuosobowej wersji van nie miał lusterek i zderzaków w kolorze nadwozia czy LED-ów do jazdy dziennej. I tak – można powiedzieć – byliśmy w komfortowym położeniu, ponieważ auto posiadało wyposażenie wersji Tekna, co oznacza, że mieliśmy m.in. 15-calowe aluminiowe felgi, automatyczną klimatyzację, komplet poduszek powietrznych (w podstawowej wersji tylko airbag kierowcy), nowoczesny system multimedialny z 7-calowym wyświetlaczem dotykowym oraz kamerą cofania, a nawet czujnik zmierzchu i deszczu.

Do pozycji za kierownicą w e-NV200 trzeba się chwilę przyzwyczaić. To coś pomiędzy siedzeniem w osobówce i typowym dużym dostawczakiem. Warto wiedzieć, że samochód bazuje na jednej z odmian płyty podłogowej B, którą alians Renault-Nissan stosował choćby w Renault Clio, Dacii Logan czy Nissanie Micra. e-NV200 ma niewiele ponad 4,5 m długości, dzięki czemu średnica zawracania w jego przypadku to tylko 10,6 m. W wersji dwuosobowej auto jest funkcjonalne i pakowne. Choć dodajmy – głównie w tylnej części, za metalową ścianą działową. W „szoferce”, owszem, są uchwyty na kubki i kilka schowków (w broszurze z cennikiem poświęcono im nawet osobny rozdział), ale prosty test pod tytułem „gdzie umieścić torbę z laptopem, gdy podróżujemy w dwie osoby?” e-NV200 van niestety oblewa. Idźmy zatem za wspomnianą metalową przegrodę. Objętość przestrzeni ładunkowej to 4,2m3, co oznacza możliwość umieszczenia tam dwóch europalet. Plusem jest też sposób otwierania drzwi tylnych (jak w standardowym dostawczaku: na boki), a przede wszystkim obecność drzwi przesuwnych po obu stronach (lewe drzwi wymagają dopłaty 1300 zł). Oczywiście sporo zależy też od zabudowy. W testowanym przez nas egzemplarzu była to po prostu „goła” blacha i sześć haków w podłodze do mocowania ładunku.

Nissan to jeden z liderów elektromobilności, dlatego jego pojazdy z tym rodzajem napędu to rynkowa czołówka. Nie inaczej jest w e-NV200. Silnik na energię elektryczną rozwija maksymalną moc 109 KM. Jego specyfika sprawia, że przy braku większego obciążenia, wyłączeniu trybu eco i wciśnięciu pedału gazu do podłogi bez problemu „wykręcimy” przyspieszenie do 100 km/h na poziomie około 10 sekund. Dodatkową zaletą jest to, że odbywa się to w niemal absolutnej ciszy. Elektrycznego dostawczaka testowaliśmy w zdecydowanie przyjaźniejszych dla zasięgu warunkach niż w przypadku poprzednich elektryków. Średnia temperatura w okresie testu wyniosła 20 stopni, co oznacza, że wyczerpywania baterii nie przyspieszały ani mrozy, ani konieczność korzystania z klimatyzacji. Dlatego mogliśmy osiągnąć zasięg na poziomie około 200 kilometrów (deklarowany maksymalny zasięg to 280 km). Gdy zasięg niebezpiecznie „uciekał”, podjeżdżaliśmy do punktu ładowania zlokalizowanego przy jednym z centrów handlowych i po przerwie na kawę mogliśmy ruszać w dalszą drogę z baterią naładowaną w 100 proc. Ładowanie e-NV200 przebiega na tyle sprawnie, na ile pozwala dzisiejsza, najnowsza technologia.

Oczywiście chęć „przełączenia” się na prąd i zakupu e-NV200 oznacza wyższą cenę niż w przypadku porównywalnych dostawczaków z silnikiem wysokoprężnym. 138,5 tys. zł netto – na tyle obecnie wyceniana jest testowana przez nas wersja Tekna. Gdy dodamy do tego lakier metalizowany czy wspomniane lewe drzwi przesuwne, robi się kwota ponad 140 tys. zł (+VAT). O dopłatę do zakupu elektrycznego, gdzie limit to 125 tys. zł (brutto), a dodatkowo ma ona zostać ograniczona jedynie do osób fizycznych, nie będzie więc łatwo. Pewnie lepiej liczyć na korzystne finansowanie, gdzie – przy opisywanej konfiguracji – możliwe jest osiągnięcie miesięcznej raty na poziomie około 1,7 tys. zł netto. Dla pewnej grupy przedsiębiorców, stawiających na rozwiązania ekologiczne, niepotrzebujących dostawczaka na 8 czy nawet 10 palet i dodatkowo poruszających się głównie na krótszych dystansach, e-NV200 może być ciekawą alternatywą. Jesteśmy świadomi, że w Polsce nie jest to dzisiaj duża grupa. Tym niemniej klienci o takich oczekiwaniach, którzy wybiorą dostawczego elektrycznego Nissana, z pewnością nie będą zawiedzeni.

Skontaktuj się z autorem
Redakcja
Zobacz również
Testy
Renault Clio – powiew świeżości
Redakcja
21/9/2020
Testy
Renault Trafic – po prostu lider
Redakcja
7/9/2020
Testy
Mazda CX-30 – więcej niż „trójka”
Redakcja
25/8/2020
Miesięcznik Dealer
Jedyne na rynku pismo poświęcone w 100 proc. tematyce zarządzania autoryzowaną stacją dealerską. Od ponad 12 lat inspirujemy właścicieli, menedżerów i szefów poszczególnych działów dealerstw samochodów.